Blog > Komentarze do wpisu

State of emergency, How beautiful to be

Tytuł jest cytatem z "Joga" p. Björk Guðmundsdóttir, czyli Brzozy Córki Gudmunda. A to dlatego, że ostatnio miałem okazję zanurzyć się w jodze (niestety nie w Björk) przez cały tydzień. Reżim jakiego dawno nie zaznałem - niezależnie od dnia tygodnia praktyka dla zaawansowanych o ósmej rano przez dwie godziny, potem wyżęcie koszulki, ewentualny basen, obiad bez krzty mięsa, sjesta, praktyka ogólna przez dwie godziny, kolacja również wege, czas wolny czyli zajęcia w podgrupach.

Nie pierwszy raz powalczyłem z własnym ciałem przy jodze - miałem okazję bawić się w to przez ponad rok pod kierunkiem starego Hindusa z warkoczem białych włosów, ale to było dawno temu i zachciało mi się ponownie. I ponownie okazało się, że nie ma lepszego sportu - przynajmniej dla mnie. Długo konkurowało z jogą pływanie, bo rozwija ogólnie, bo rozwija płuca no i - co dość ważne - jest zajebiście przyjemne (wydzielanie endorfin itd) oraz ani przez chwilę nie jest się oblanym potem.

Ale te cztery godziny reżimu dziennie przez tydzień i to w tak pięknych okolicznościach przyrody (Wierchomla / Beskid Sądecki) ponownie mnie przekonały do jogi. Sport jest znakomity dla ludzi łatwo zniechęcających się, bo pierwsze efekty można zobaczyć już po kilku dniach (ja np. urosłem o centymetr). Nadaje się dla wszystkich grup wiekowych i stopni zaawansowania - obok mnie walczyły panie po sześćdziesiątce, panowie w moim wieku i dziewuchy w wieku studenckim. Każdy dociska tak jak może i każdy dociera i przekracza własne granice. Nauczyciel nie stoi z gwizdkiem tylko robi to samo co reszta. Joga rozciąga, wyciąga, wydłuża i wzmacnia mięśnie, uruchamia stawy, luzuje i ustawia szkielet, a po takiej praktyce dla zaawansowanych i dodatkowo kilkuset metrach na basenie człowiek czuje się jakby fruwał.

Na dodatek joga ma wyjątkowo małe wymagania sprzętowe, w zasadzie wystarczy mata, pasek, kilka kocy i parę innych mniejszych gadżetów. No i ten 'state of emergency' kiedy staje się na głowie, przechodzi do mostka i czeka na chrzęst łamanego kręgosłupa, a ten, nie dość że się nie łamie, to jeszcze później dziękuje.

Joga też działa na umysł. Zauważyłem objaw następujący - duża dawka jogi daje mi niesamowite, kolorowe, ciekawe i odlotowe sny i to w dawkach supersized, mniej więcej po trzy co nocy. Także budziłem się po jednym śnie na chwilę, przypominałem sobie go, żeby zapamiętać na jawie i zasypiałem do kolejnej podróży.

A do tego Słowacja i jej piwo oraz vyprazany syr s tatarskou omackou na wyciągnięcie ręki, oscypek wyłącznie z mleka owczego na wyciągnięcie wyciągu krzesełkowego i wieczorem partyjka Scrabble nad strumieniem pod gwiazdami. W tej Słowacji zaliczyliśmy głównie Bardejov, który okazał się perełką (jak na słowiańskie warunki) i to kompletnie nieskomercjalizowaną. Na rynku (to naturalna pochyłość a nie moje pijaństwo) nie ma ani jednego ogródka piwnego, a ceny, choć w euro, bardzo przystępne. A w tej perełce znajduje się perełka gotyku - Katedra Św. Idziego z XIII w., budowana przez m.in. jednego z budowniczych gotyku paryskiego.

Dodatkowo okazało się, że jakoś lgną do mnie imprezy kolarskie. Dwa lata temu pod oknami miałem Giro d'Italia (wpis jest tutaj) , tym razem jednego wieczoru dopadło nas Tour de Pologne a właściwie ekipy Holendrów, Francuzów, Hiszpanów i Kraju Basków nocujące w naszym hotelu. Te dwa ostatnie zespoły o dziwo umieszczono w jednym hotelu ale walk na pompki nie zaobserwowałem.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009, larson
Komentarze
2009/08/19 12:24:11
Ten New York to tylko ja :)